koniec
Cybrys 2006-10-09 22:49:25
†††
skomentuj (1)
Dziś nastał poranek, którego zwieńczeniem było południe przeradzające się ostrożnie kolejno w popołudnie i wieczór. Nic nadzwyczajnego - dzień, jeden więcej i zarazem jeden mniej. Zwykły? Chyba tak, ludzkość nie zginęła, jestem niemal pewien, że jutro słońce znów pojawi się na niebie, choć może być przysłonięte chmurami. Dziwnie się czuję kiedy cały wszechświat trwa, tak jak trwał przed chwilą, podczas gdy tak wiele zginęło bezpowrotnie. Jakbym spodziewał się jakiejś reakcji, choć nigdy nie wątpiłem w jej całkowity brak. Bezpowrotnie - śmieszne słowo w obliczu cyklicznej natury wszechświata. Bezpowrotne pewnie wróci, może w innym miejscu, może w innej postaci, ale odrodzi się wraz z nastaniem kolejnego cyklu odmierzanego najbardziej nieregularnym zegarem jaki raczył zaznaczyć swoją obecność. Czy nastąpiła jakaś zmiana? Skoro tylko ja ją zauważyłem... a przecież ja również trwam nadal, tak jak wczoraj, przedwczoraj i przez ostatnie kilkadziesiąt już lat.
Nic się nie zmieniło.
Cybrys 2006-03-31 22:41:32
†††
skomentuj (1)
Sekunda za sekundą, z każdą kolejną przybliża się coś, a z każdą poprzednią coś się oddala. Każdy kiedyś się zatrzymuje żeby spojrzeć wstecz lub w przód, czasem z nadzieją, czasem z niepewnością lub zrezygnowaniem. Patrzy na siebie i na innych, dostrzega zmiany, ale czy wszystkie? Ile umknęło naszej pamięci, ile mamy przeżyć z naszego życia, ile tak naprawdę były warte nasze nerwy czy uniesienia, których teraz nie pamiętamy? Co się teraz dzieje z ludźmi których nie znamy, a którzy choć przez chwilę byli dla nas ważni? Czasem taką refleksję przynosi przejrzenie starych adresów, numerów telefonów, czy chociażby for internetowych, gdzie się wypowiadaliśmy. Czy taka refleksja jest ważna? Nie, ale jest nie mniej ważna niż rzeczy o których nie pamiętamy, więc czemu by jej nie poświęcić chwili, do której pewnie już nigdy nie powrócimy.
Cybrys 2005-12-12 22:24:32
†††
skomentuj (4)
Kilka miesięcy temu zastanawiając się nad bogiem (to nie jest błąd ortograficzny) doszedłem do wniosku, że jest on niesprawiedliwy dzieląc człowieka pomiędzy szczęście a rozpacz. Jednak natychmiast nasunęła się refleksja, że w człowieku tkwi o wiele większa wina, gdyż z ofiarowanych mu chwil szczęścia rezygnuje. Nie mogę powiedzieć, że zrozumiałem boga, ale skoro nie potrafimy wykorzystać tak skromnej ilości szczęścia, to jak marnotrawilibyśmy całe szczęśliwe życie? Ponadto człowiek nie jest przystosowany do szczęścia, ponieważ wobec braku problemów wykazuje się niezwykłą kreatywnością i sam sobie je tworzy, skutecznie komplikując życie zarówno sobie, jak i innym. Kiedy szczęście trwa zbyt długo staje się przekleństwem, ludzie są coraz bardziej rozdrażnieni i coraz mniej znaczące szczegóły zaczynają im przeszkadzać. Gdy dla kogoś ludzie zbyt długo są mili i ufni osoba ta zaczyna instynktownie oraz zupełnie bezdusznie wykorzystywać ten fakt, z czasem zniechęcając do siebie owych ludzi, zarazem hamując korzystną sytuację. Z drugiej jednak strony, gdy pojawia się problem każdy człowiek dąży do jego rozwiązania, czyli polepszenia swojego standardu życia i zbliżenia się do zupełnie abstrakcyjnego pojęcia jakim jest szczęści. Człowiek, podobnie z resztą jak cały świat, przypomina potrącone nierozważnym ruchem ręki boga wahadło wiecznie dążące do stanu równowagi lecz ciągle nie mogące go osiągnąć.
Cybrys 2005-09-25 12:11:25
†††
skomentuj (6)